ZARYS HISTORII PARAFII ŚWIĘTEGO PAWŁA W GRUDZIĄDZU
W maju 1895 roku do Grudziądza przyjeżdża na pogrzeb krewnego metodystyczny pastor z Gdańska Ramdorf. Widzi piękne i duże miasto na prawym brzegu Wisły. Przeciwieństwem piękna miasta jest stan duchowy mieszkańców tego prastarego nadwiślańskiego grodu.
Dziś używając słów pieśni z naszego kancjonału, można powiedzieć, Duch Święty nim kierował, a nie dbał on o trud (Pieśni Nadziei i Wiary nr 321). Już w czerwcu tego samego roku mieszkańcy miasta spacerujący w niedzielne popołudnie alejkami lasku podmiejskiego (dziś Park Miejski w okolicach „Leśniczówki”) usłyszeli wspaniały śpiew. Gdy zainteresowani melodiav i słowami pieśni podeszli bliżej, zobaczyli śpiewającego człowieka. Był nim pastor Ramdorf. Słuchających było co raz więcej. Wtedy śpiewający nagle umilkł, przeczytał tekst z Pisma Świętego i wygłosił do zgromadzonych płomienne kazanie. I tak, przez całe lato co niedziela przyjeżdżał z Gdańska, aby przemawiać do słuchaczy specjalnie już teraz przychodzących do lasku, aby słuchać człowieka mówiącego o Bogu prostym i pięknym językiem oraz, o tym, że Bóg jest miłością. Słuchających przybywało. Bóg błogosławił pracy.
Mijała jesień, zbliżała się zima. Przygodni słuchacze zaproponowali więc swoje mieszkania jako miejsca kolejnych spotkań. Było to jednak bardzo niewygodne. W połowie 1897 roku wydzierżawiono więc salę po palarni kawy przy ul. Ogrodowej 19 (dzisiaj Kosynierów Gdyńskich 21), w której dokonano remontu adaptując ją na kaplicę. W październiku 1897 r. odbyło się pierwsze nabożeństwo. Wzięło w nim udział 125 osób. Rozpoczęła się historia grudziądzkiego metodyzmu już nierozerwalnie związana po dziś dzień z ulicą Ogrodową.
W latach pierwszej wojny światowej diakonisa Schaff-Schmidt, pochodząca z Grudziądza, stale pracująca w Afryce jako misjonarka, wspiera pastora Ram-dorfa w pracy.
W styczniu roku 1920 do Grudziądza wkraczają, halerczycy. Powraca po latach zaboru Polska. Wielu niemieckich metodystów opuszcza miasto. Zborem opiekuje się kaznodzieja miejscowy Ferdynand Schwarz. Superintendentem Okręgu (Dystryktem wówczas nazywanym) jest ks. Rasmussen senior z Gdańska. Zbór nie ma stałego duchownego. Pastorzy dojeżdżają z Warszawy lub z Chodzieży.
Rok 1927 to kolejna ważna data w życiu grudziądzkich metodystów. W tym bowiem roku po raz pierwszy Konferencja Doroczna zamianowała Polaka jako kierownika Zboru. Został nim kaznodzieja Władysław Kamiński. Rok ten kończył ponad dwu letni okres, kiedy to zbór pozostawał bez stałej opieki duszpasterskiej. Nominacja kaznodziei Polaka i wprowadzenie stałych nabożeństw w języku polskim sprawiły, że do zboru zaczął napływać element polski, i tak, zbór stał się konglomeratem współwyznawców narodowości polskiej i niemieckiej. Mieszkańców miasta Grudziądza, ale również i powiatu grudziądzkiego.Rok 1928 rozpoczyna 10-letni okres działalności księdza Tomasza Gamble i jego małżonki Fryderyki. Ta wspaniała para, z pomocą kierowanych w tym czasie na krótsze pobyty’ między innymi br. br. Jelinka (1931-1932), Myszaka (1932-1933), diakonisy Izabeli Kwiatkowskiej (1934-1935), rozwijała wspaniałą pracę. Zbór, wspomagany finansowo przez zbory w Warszawie, Wilnie i Lwowie prowadzi dwa sierocińce. Dla dzieci młodszych w domu „Pod dębem” (dzisiaj sklep przy drodze krajowej nr 16 przed Owczarkami, po prawej stronie jadąc w kierunku Łasina). Prowadziła ten dom, a właściwie matkowała dzieciom (tak wspominała ją zmarła w latach osiemdziesiątych wychowanka tego domu, członkini zboru śp. Eugenia Barczak) żona pastora Fryderyka Gamble.
Natomiast sierociniec w Owczarkach dla dzieci starszych w wieku 15-18 lat prowadził kaznodzieja Władysław Kamiński. W domu tym przebywało z reguły około 30 młodych ludzi. Pobyt ich połączony był z nauką zawodu. Dziewczęta uczyły się krawiectwa, chłopcy szewstwa. W zborze działały zespoły kobiet i młodzieży, Liga Epworth, koło teatralne, zespół dramatyczny, które prowadziły swoją działalność z wielkim rozmachem.
Ostatnim pastorem przed II wojną światową jest ksiądz Emil Majewski, który przychodzi do Grudziądza decyzją Konferencji Dorocznej w roku 1938 na miejsce księdza T. Gamble. Niestety, wrzesień roku 1939 przekreśla ambitne plany pracy w zborze. Grudziądz zostaje włączony do III Rzeszy i nabożeństwa mogą odbywać się tylko w języku niemieckim. Wielu polskich członków zboru zostaje deportowanych do Generalnej Guberni. Niektórzy jednak zbierają się po domach, aby modlić się i czytać Słowo Boże w języku ojczystym. O śpiewaniu nie może być mowy z obawy przed wykryciem nielegalnych zgromadzeń przez Gestapo. Oficjalnie działa tylko zbór niemieckojęzyczny. Największy nacisk kładzie się w tym okresie na działalność charytatywną.
6 marca 1945 roku zostaje zdobyta „Festung Grau-denz” – twierdza Grudziądz. Pierwszą troską członków zboru jest, czy ocalała kaplica. Przecież trwały tu uporczywe walki. W mieście na 3080 budynków nie ostał się w całości ani jeden. 681 (ponad 22%) uległo zniszczeniu w całości, 268 (prawie 9%) w ponad 50%, a 2131 (czyli pozostałe 69%) było zniszczone od 20 do 30%. Według cen z roku 1939 potrzeba by ponad 52 milionów złotych, aby obudować miasto.
Jeśli tak wyglądał Grudziądz, to nie lepiej wyglądała też nasza kaplica przy ulicy Ogrodowej 21. Jednak dzięki energicznym staraniom ówczesnych członków zboru, rodzinie Rumińskich, ś. Wawrowskiej czy niezwykle zaangażowanej Helenie Biesiada, zdołano uzyskać budynek sakralny po niemieckiej Misji Miejskiej, której członkowie opuścili miasto po wojennej zawierusze.
Wybiegając nieco w przód, dzięki niezłomnej postawie Heleny Biesiada w pierwszej połowie lat 70 XX w. po raz kolejny uratowano obiekt, w którym się dziś znajdujemy przed zakusami ówczesnych współużytkowników oraz Urzędu ds. Wyznań Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy.
Wielu ludzi, wielu zawodów (wspomnijmy br. Schubringa murarza, br. Rumińskiego stolarza) włożyło ogrom pracy, aby w kościele byłej Misji Miejskiej mogło odbyć się pierwsze metodystyczne nabożeństwo w wyzwolonym Grudziądzu. Miało ono miejsce już w czerwcu 1945 roku, a kazanie wygłosił przybyły na uroczystość ówczesny Superintendent Naczelny, ks. Konstanty Najder z Warszawy.
W tych pierwszych powojennych latach pracują w zborze diakonisę siostry Izabela Kwiatkowska i Wanda Piotrowska.
Dokonywały one czynów na miarę nie kobiet, a legendarnych prac Herkulesa, aby ochronić zbór materialnie, ale przede wszystkim duchowo.
W roku 1947 zostaje zamianowany do Grudziądza wtedy jeszcze student teologii, późniejszy pastor zboru w Bydgoszczy ksiądz Michał Jamny. Za jego czasów zbór przeżywa okres gwałtownego rozwoju ilościowego (chyba największy w swej historii). Działa w środowisku grudziądzkim pastor Jamny do roku 1951, kiedy to do zboru przychodzi człowiek, wielkiego serca i wielkiej miłości do bliźnich ks. Kazimierz Milewski. Pozostaje w tym zborze na dobre i złe aż do śmierci, do 20 lipca 1975 roku. Dane mu było obchodzić 25-lecie pracy duszpasterskiej i świętować 80-lecie zboru nim Pan Kościoła odwołał go do siebie. Ksiądz Kazimierz Milewski był najdłużej służącym pastorem zboru w Grudziądzu. Jego posługa trwała w tym mieście 24 lata.
22 lipca 1975 roku podczas pobytu na Mazurach w Dąbrównie, na obozie młodzieżowym naszego Kościoła, student Seminarium Teologicznego im. Jana Łaskiego otrzymał, podpisany przez ówczesnego Superintendenta Naczelnego ks. prof. dr. hab. Witolda Benedyktowicza, lakonicznie brzmiący telegram: „Proszę udać się do Grudziądza i tymczasowo zabezpieczyć agendy parafialne (wytłuszczenie moje). Tym studentem był Jan J. Ostryk. Ta „tymczasowość”, później zamieniona na stałą nominację, trwała 13 lat, kiedy to w czerwcu 1988 roku decyzją władz Kościoła przeniesiony zostałem do Poznania. Jeszcze przez rok mieszkałem w Grudziądzu. W tamtym okresie jedną z najważniejszych spraw było uzyskanie prawa własności obiektu, w którym się obecnie znajdujemy.
Lata osiemdziesiąte są również czasem obozów i zjazdów młodzieżowych, jakie organizujemy w Grudziądzu w naszej świątyni. Na niektórych zjazdach gościliśmy do 70 młodych ludzi, w bardzo spartańskich warunkach.
Moim następcą, zamianowanym przez Naczelnego Superintendenta (VI 1988), którym był wówczas ks. Adam Kuczma, został Grzegorz Ruszczyński. Za jego czasów powołano filię Szkoły Języka Angielskiego (ELC) oraz Językową Szkołę przyparafialną dla dzieci i młodzieży młodszej. Odzyskano również pastorówkę.
Kolejnym duchownym, który otrzymuje nominację (rok 1994) z rąk Zwierzchnika Kościoła, biskupa dr. Edwarda Puśleckiego, do służby w Grudziądzu jest ks. Waldemar Eggert. Dał się poznać jako dobry duszpasterz.
Po kilku latach odchodzi do Ostródy, a na jego miejsce, nominację w roku 2004, otrzymuje jego imiennik i krajan z Mazur – ks. Waldemar Dąbrowski. O Waldemarze Dąbrowskim nie będę pisał z uwagi na to, że jego historię w Grudziądzu każdy może obserwować osobiście. Jak na razie (przynajmniej dla mnie) najważniejszym wydarzeniem w czasie jego posługi było przyjęcie jubileuszowej LXXXV Konferencji Dorocznej naszego Kościoła, która obradowała pod hasłem „Na skale Kościół stoi”. Uczestnicy Konferencji zostali wspaniale przyjęci przez pastora i zbór.
W minionych latach zbór przechodził różne koleje. Były okresy wzlotów i stagnacji. Ludzi, którzy chcieli swe chrześcijaństwo przeżywać według metodysty-cznego wyznawania było raz więcej, raz mniej. Kiedy czytamy sprawozdania z lat minionych, raz pobrzmiewa w nich ton tryumfalizmu, innym razem słuchać akcenty minorowe. Na starych fotografiach raz widzimy tłumy, innym razem jest więcej pustych miejsc w ławicach. Ale zawsze mieliśmy pewność, że aż dotąd pomagał nam Pan. Jedynemu Bogu i Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi niech będą dzięki za świadectwo jakie było, jest i wierzę w to głęboko, będzie składane w tym przepięknym mieście przez chrześcijan zwanych metodystami.
Autor: Ks. sup. Jan J. Ostryk
